poniedziałek, 11 czerwca 2012

Zduńskowolskie dèjà vu


                                                                                    
       Z każdej sytuacji, w której się znajdziemy, z takich czy innych powodów, zazwyczaj jest kilka wyjść. Jedne mniej, inne bardziej bolesne. Jedne nie powodujące znaczących strat moralnych i materialnych inne niestety tak. Wybór najczęściej zależy od nas.  Jak powiedział Cyceron -Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego w błędzie trwać ” - 
      Bezkrytyczne  pozostawanie w czymś, co jest z gruntu złe, to najgorsze rozwiązanie. Wówczas nasze otoczenie nie ma złudzeń co do,  świadomego w nim  trwania. Jeszcze gorzej jednak  jest, gdy  jesteśmy jedynie narzędziem w cudzych rękach i nie potrafimy, nie umiemy, nie chcemy wyrażać siebie. Warto pamiętać, że trwanie w obłudzie staje się jednak z czasem węzłem trudnym do rozsupłania. To tak jak bycie marionetką zawsze zwiastuje klęskę.
       Kim więc jest prezydent Zduńskiej Woli ? Nie wiem. Myślę, że  on sam już dziś tak do końca, nie wie kim jest. Sterowany przez swoje otoczenie, z bezgraniczną wiarą w niektórych z nich, zatracił instynkt samozachowawczy. Poddał się bezwolnie prądowi; małego cwaniactwa, kolesiostwa, drobnej hochsztaplerki, układów, układzików.  Uwierzył najpierw w nieomylność innych ( jednego ), a dziś, otoczony drobnymi klakierami, sprawia  wrażenie, że zaczyna wierzyć w nieomylność własną .
 „Nasze namiętności często stają się naszym nieszczęściem”, to mądre, niestety nie moje ... to Zygmunta Freuda.

Max Weber

czwartek, 7 czerwca 2012

Dialogi na płot i cztery nogi


Wężykiem … 

Po ostatnich opadach trawa jakby zaczęła szybciej rosnąć, a ptaki jeszcze głośniej świergotać. Robiło się jakoś radośniej.
-        I co rośnie ? - zapytał, wychylając się zza płotu sąsiad,
-        Rośnie - nie ukrywałem swojego zadowolenia
-        Kulturka - ocenił sąsiad, rozglądając się po moim ogrodzie - a w mieście nie !
-        Nawet przez małe „k” ? - zmartwiłem się 
-        Przez małe „k” tak, ale nie kulturka tylko kabarecik … niestety,  i to na gościnnych występach - zżymał się sąsiad - w powiecie.
-        I co,  było śmiesznie ? - zapytałem szczerze zainteresowany
-        Aż boki zrywać ! Jak to powiedział klasyk; wprowadzali nową świecką tradycję
-        A coś więcej ? - postanowiłem być dociekliwy
-        Prezydent zrugał publicznie starostę, że nie ustala z nim terminu sesji powiatu !
-        A starosta powinien ? - wychodził tu, niestety mój brak wiedzy samorządowej
-        A tu zacytuję drugiego klasyka - i zaczął się tak śmiać, że przez dłuższą chwilę nic nie mógł  powiedzieć. A ponieważ   śmiech   jest  zaraźliwy, też   zacząłem   się   śmiać,  nie wiedząc zresztą  tak dokładnie z czego.
-        powinien … - uspokajał się powoli sąsiad – powinien powiedzieć, że „ pan może pana  majstra ….” - i znów zarechotał.
-        Wężykiem panie sąsiad, wężykiem - dodałem. I jeszcze długo śmialiśmy się bez opamiętania. I to przez duże „Ś”. 

Świstak

środa, 6 czerwca 2012

Zapiski reemigranta cd.


         Jak zapowiedziałem w poprzednim odcinku , teraz przychodnie i ich lekarze .
         Istnieją tylko prywatne przychodnie i są one dominujące , pojedyncze gabinety lekarskie są w dużej mniejszości . Przychodnie są właściwie spółdzielniami lekarzy rodzinnych często mającymi specjalizację , a nawet prowadzącymi badania naukowe , mającymi podpisane kontrakty z kilkunastoma różnymi ubezpieczeniami. Wszystkie honorują ubezpieczenia medicate i medicare . Pisałem o nich poprzednio . Są też przychodnie specjalistyczne skupiające lekarzy jednej specjalności np. kardiologów . Ale skupimy się na tych rodzinnych . W większości posiadają własne laboratoria i gabinety rentgenowskie . Wyniki dostarczane są lekarzowi natychmiast po badaniu . Przykładowo badanie poziomu ołowiu , które tu zajęło ponad dwa tygodnie , tam jest wykonywane natychmiastowo.
         W mojej przychodni pracowało 7 lekarzy i 4 studentów z ostatniego roku akademii medycznej . Pracowało też 6 pielęgniarek , 4 laborantki i 8 osób zatrudnionych w administracji . Przychodnia była czynna od godziny 7 rano do 22 wieczorem , przez 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku . Rejestracji można było dokonać tak jak w Zduńskiej Woli ( osobiście , telefonicznie i przez internet ). Jeżeli nie zaistniał nagły wypadek , przychodziło się na wyznaczoną godzinę , oczekiwanie nie przekraczało 15 minut . Pielęgniarka prosiła zawsze po imieniu i ona dokonywała pierwszych czynności . Najpierw ważenie , czy nie ma zmian od ostatniej wizyty , potem ciśnienie i badanie temperatury . Dopiero wtedy wkraczał lekarz . Raz w roku robi się ogólne badanie stanu zdrowia , do badania należy się rozebrać do naga i lekarz bada naprawdę szczegółowo . Tutaj badanie sprowadza się do wyników badania krwi , moczu i prześwietlenia .
          Jeżeli jest tak dobrze , to co jest źle ? Tym punktem jest konieczność posiadania ubezpieczenia . Wtedy wszystko jest darmo , ale w przypadku jego braku trzeba ponieść znaczne koszty ! W mojej przychodni wizyta kosztowała $ 120 , w przychodni specjalistycznej od $ 160 . 
         Przepraszam za trochę długi wywód , następny o szpitalach będzie krótszy .

                                                                                              AMi.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Trzeba wiedzieć …


           Każdy kto kiedykolwiek musiał podejmować, w ramach wykonywanej funkcji jakiekolwiek decyzje doskonale zna smak ich konsekwencji. Radość  z słusznie podjętych i rozgoryczenia z podjętych źle. Prawdą jest też, że ten nie robi błędów, kto nic nie robi. Czy jednak po podjęciu złej decyzji, należy przejść nad nią do porządku dziennego? Udawać, że nic się nie stało ?
          W ostatnich dniach poświęcaliśmy dużo miejsca tym decyzjom władz miasta, które raczej nie napawają dumą. Sprawa domu socjalnego, utrata dofinansowania do inwestycji na terenie targowiska przy ul. Mickiewicza, sprawa osób zatrudnianych w spółkach miejskich bez żadnego merytorycznego uzasadniania, sprawa działki dla parafii rzymsko-katolickiej przy ul. Łódzkiej. Dziś możemy dodać rezygnację z 300 tys. zł na remont ul. Zielonej, specyficzne rozliczanie się dwóch pełnoetatowych pracowników ze sprzedaży biletów na targowisku.
         Wszystko to, kogoś kto choć trochę interesuje się sprawami miasta, wprawia w osłupienie. Jak zwykle w takich okolicznością rodzi się wiele pytań, na które, jak pokazują ostatnie doświadczenia, odpowiedzi pewnie nie otrzymamy. 
         Czy za możliwość korzystania z działki przed sprzedażą przewidziana była jakakolwiek forma opłaty ? Dlaczego sprzedający bilety na targowisku rozliczali się, tak na prawdę, raz w roku z ich sprzedaży ? Czy nie jest to ewidentne działanie na szkodę finansów publicznych ? Czy aktualny włodarz wie, że funkcjonariusz publiczny, który, przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełniając  obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego, wcześniej czy później może ponieść tego bolesne konsekwencje ? A może, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść.

Max Weber

niedziela, 3 czerwca 2012

Kto przyczynia się do triumfu zła


 
          "Kto przyczynia się do triumfu zła" - to opublikowane oświadczenie radnego Sylwestra Gawrona wygłoszone na sesji Rady Powiatu Łaskiego. Skłoniło mnie do przemyśleń. Nie dotyczy naszego miasta, ale jak dobrze się przyjrzeć...
           Nasza władza też jest pełna uwielbienia dla swoich osiągnięć. A jak porozmawiać z mieszkańcami, to zadowolenie znika.  Większość nie akceptuje ani pomysłów władzy, ani stylu i efektów  jej rządzenia.  Zduńskowolanie mówią  o tym dużo w prywatnych rozmowach, ale boją się głośno wyrażać swoje zdanie.  Boją się, bo nasza władza „wyjątkowo pamięta” wszystkich, którzy się z nią nie zgadzają.  Gdybym ja miała władzę, chciałabym zyskać dzięki niej ludzki szacunek, a nie strach. Ale z tych prywatnych rozmów wynika coś jeszcze. Nasz zduńskowolski  elektorat dobrze wie, kto bierze udział w tym rządzeniu i jaki ma w nim udział. I umie sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego radni akceptują takie działania, dlaczego milczą w wielu ważnych kwestiach? Co ciekawe, Ci sami radni w prywatnych rozmowach krytykują, odżegnują się od „złych” działań, a nawet oburzają. A potem  głosując na sesji,  tak szybko zapominają o swoim sprzeciwie, oburzeniu,  wątpliwościach… Tak szybko i tak gładko zapominają…  A co z waszym sumieniem Panie i Panowie Radni? SUMIENIE NIE TYLKO WYSTARCZY MIEĆ, TRZEBA GO JESZCZE UŻYWAĆ!
          Co mogą zrobić Ci, którzy się na to nie godzą?  Mogą zrobić to, o czym napisał w swoim oświadczeniu radny Sylwester Gawron.  Gdy ludzie zaczepiają go pytając: „ i co tam robisz, żeby to zmienić?” odpowiada Ja mogę tylko o tym mówić głośno”. I przywołał słowa naszego wspaniałego patrioty i poety C. K. Norwida, który pisał: „naród /człowiek/, który się oburza, ma prawo do nadziei, ale biada temu, który gnije w milczeniu”.  NIE GNIJMY W MILCZENIU, GDY DZIEJĄ SIĘ ZŁE RZECZY. Dla triumfu zła wystarczy, aby przyzwoici ludzie nic nie robili – to następna piękna i wielka myśl.  Nie gnijmy więc w milczeniu. Tym, którzy wątpią w skuteczność takich poczynań, polecam lekturę najsłynniejszego eseju Vaclava Havela – „SIŁA BEZSILNYCH”


                                                                                          Hanna Iwaniuk

sobota, 2 czerwca 2012

Plan dla... No 5


        Już wydawało się, że źródło moich etycznych dociekań wyschło. Ale nie .... . Bo oto nagle dotarły do mnie informacje, które jak ulał pasują do kolejnych wskazówek twórcy tego dokumentu.
 " Konferencja prasowa zorganizowana w UM- demonstracja sprawności " Była już niejedna i nic w tym nadzwyczajnego by nie było,  gdyby nie ciąg dalszy. A tu  zaleca się uzasadnianie na owych konferencjach, konieczności zmian personalnych. Co z tego wynika ?  "My", czyli oni, mamy zmieniać słusznie - wnioskujemy  z kontekstu owej instrukcji, nie tak jak   za Rzeźniczaka, sugeruje dalej autor dokumentu,  gdzie;
" obsadzanie stanowisk ( ... )   było w oparciu o kolesiostwo, a nie kompetencje".
       Czy wróciło stare ? Wróciło... niestety.  I myślę, że mało kogo zdziwi to, że akurat wraz z powrotem Wiecznego Kandydata. Nasz miejski TBS znów, jak za "dobrych" dawnych lat staje się przechowalnią dla wielu, głównie z zaplecza wyżej wspomnianego. Pęcznieje administracja w miejskiej spółce. Przybywa "fachowców" z poręki wiceprezydenta. Już posadę dostał jeden z dyrektorów ZUS-u, a dla kolejnych dwóch "fachowców" szykowane są etaty. Miliony nieściągniętych należności,  zaprzestanie windykacji wobec niektórych przedsiębiorców ( ponoć wybiórczo !? ), praktycznie brak remontów, a stać na dodatkowe koszty ? Zadziwiające ! Zaczynam się zastanawiać co na to wspólnoty, które za to płacą ? Lokatorzy, którzy nie mogą się doczekać na najbanalniejsze naprawy.  Jak daleko, dotarło ręczne sterowanie  miejskimi firmami ?Z tego co słychać w MPWiK też. Płakać czy  śmiać się, że historia  zatoczyła koło, a ideały,  jak powiedział poeta, sięgnęły bruku.


Wasz wywiadowca
Świstak